Menu Strony


Prosimy o wpłaty na konto

Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół V LO

83 1240 1431 1111 0000 1045 4738

1% dla OPP KRS: 0000280170

25-lecie matury 1989-2014 klasa IVd



W życiu ważne są tylko chwile

Kiedy bierzemy udział w jakimś wydarzeniu, to ocena jego organizacji jest prosta: podobało się - nie podobało się. Jednak najczęściej padającą odpowiedzią jest – zwyczajne. Chcąc podkreślić wyjątkowość 25-lecia matury (srebrna rocznica) stanęliśmy przed wyzwaniem organizacji czegoś, co na długie lata zapadnie w naszej pamięci. Temat był o tyle trudny, że od kilkunastu lat co roku spotykaliśmy się w większym, bądź mniejszym gronie, organizując spotkania o zbliżonym do siebie schemacie. Stały się one Naszą tradycją, wpisując w coroczny grafik, przez co troszkę spowszechniały i utraciły element wyjątkowości.

Byliśmy świadomi, że w tym przypadku nie mogliśmy powierzyć organizacji „całkowicie dobrowolnemu”, jednemu ochotnikowi. Pokusa była wielka, bo od wielu lat w naszej grupie funkcjonuje jednogłośnie i dożywotnio wybrany funkcyjny KO-wiec, który biorąc na swoje barki organizację spotkań, jednocześnie zwalnia nas z pełnienia tego zaszczytnego obowiązku. Tutaj, ilość zadań i potrzebny do ich realizacji czas przerastał możliwości jednej osoby, więc w organizację musiało zaangażować się ich kilka.

O rocznicy rozmawialiśmy dużo wcześniej. Powoli tworzyliśmy zarys, by w końcu powstał gotowy scenariusz będący sumą naszych wyobrażeń o jubileuszu.

Aby plany wprowadzić w życie, to parafrazując potrzebny jeszcze był tylko "Jeden, by wszystko zgromadzić i w całości związać". Na szczęście, ten Jeden w porę się ujawnił, prowadząc całe wydarzenie do szczęśliwego końca.

Impreza

Organizację naszego 25-lecia śmiało można ująć w kilka punktów:

  1. Uroczysta msza święta
  2. Lekcja w murach V LO
  3. Wspólny obiad
  4. Planowana, spontaniczna, całkowicie dobrowolna kontynuacja spotkania w luźniejszej atmosferze

W myśl liberalnego podejścia nie było obowiązku uczestnictwa we wszystkich elementach Jubileuszu. Każdy z nas w dowolnej chwili mógł do imprezy przystąpić i ją opuścić, dodatkowo z zachowanym "prawem powrotu".

Ważnym było to, iż mimo, że jesteśmy rozrzuceni po paru kontynentach, zaangażowani zawodowo, społecznie i rodzinnie, byliśmy w stanie, w tym wyjątkowym dniu się spotkać w jak największej liczbie – z 35 osób, które zdawały maturę, na spotkaniu było nas 28-mioro.

Akcenty

Zapewne impreza organizacyjnie nie różniła się od wielu innych. Tajemnica jej wyjątkowości tkwiła w odpowiednio stawianych akcentach wypełnionych symboliką i wspomnieniami łączącymi jubileusz z naszymi szkolnymi czasami.

Msza święta zorganizowana została w Kolegiacie świętej Anny, tej samej w której zorganizowaną mieliśmy mszę przed maturą, wtedy prowadził ją sam profesor Tischner. Po latach, nasza kameralna msza odbyła się w niewielkiej kaplicy, a celebrował ją absolwent V LO.

Lekcja odbyła się w „naszej” klasie. Oczywiście obowiązkową była „lista obecności”, ale to było dopiero preludium wydarzeń. Nie zawiedli zaproszeni przez nas profesorowie, którzy licznie stawili się na naszym jubileuszu: wychowawczyni, anglistka prof. Barbara Tischner, matematyczka prof. Maria Jasieńska, rusycystka prof. Aleksandra Meller, polonista prof. Jan Zosiak i występujący w podwójnej roli: obecnego Dyrektora i naszego byłego nauczyciela fizyki -prof. Stanisław Pietras. W atmosferze rautu, przy lekkim cateringu, rozmowom nie było końca. Zniknęła płaszczyzna minionego, obowiązkowego dystansu uczeń-profesor, zniknęły stare uczniowskie animozje i mieliśmy okazję poznać ile ciepłych uczuć w nas pozostało z dawnych wzajemnych relacji.

Nie zabrakło ciepłego wspomnienia o naszych Kolegach, Wojtku Szwabowskim i Tadziu Pawlaku, którzy odeszli od nas na zawsze.

W czasie „lekcji”, jako tło do rozmów, wyświetlane były zdjęcia z okresu licealnego, skany stron z kroniki klasowej i inne „smaczki”, przypominające zdarzenia z naszych szczęśliwych lat w V LO. Większość z nas przesłała kilka aktualnych fotografii – z rodzinami, w różnych współczesnych sytuacjach; były też zdjęcia od tych, którzy na spotkanie nie dotarli, głównie ze względu na obecne miejsce zamieszkania.

Pączki! – Nie mogło ich zabraknąć, oczywiście obowiązkowo z pobliskiej cukierni. Dla „starego” absolwenta, to „piątkowa” słodycz, którą porównać można tylko do papieskiej kremówki w Wadowicach, z tą różnicą, że pączki dzisiaj, smakowo ani na jotę się nie zmieniły. Kolejna atrakcja (nie wiem czy mogę o tym pisać) to kieliszek świetnej lekko gazowanej cavy podanej jako toast i aperitif – dla nas, jako uczniów rzecz absolutnie w szkole zakazana.

Na koniec niespodzianka! - Każdy otrzymał klasowe tablo- dyptyk z dawnymi i obecnymi zdjęciami, wyjątkowa, oryginalna i piękna pamiątka.

Obiad to kontynuacja rozpoczętych dyskusji. Typowa biesiada formą i ustawieniem nawiązująca do naszej studniówki – stoły ustawione w podkowę z usadzonym u szczytu gronem pedagogicznym, do którego dołączył nauczyciel przysposobienia obronnego prof. Jerzy Niedenthal.

Czas zaczął pędzić, zrobiło się późne popołudnie, a My nie chcieliśmy się rozstać. Czwarty punkt programu stał się imperatywem. Dalsze wydarzenia już nie dużo różniły się od naszych corocznych, z tą małą różnicą, że zakończyły się na tyle późno, że do snu śpiewały nam nie słowiki, tylko skowronki, bardzo spóźnione skowronki…

Piotrek Kuc

PS: Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim i każdemu z osobna: za razem spędzone 4 szkolne lata, za te chwile, które dziś na pewno mogę uznać za ważne, za to, że kiedyś spotkaliśmy się, a po latach mogliśmy powtórnie się spotkać. DZIĘKUJĘ!


Msza święta w kaplicy kościoła św. Anny


Spacer do szkoły


Lista obecności


Zajęcia w podgrupach


Zajęcia w podgrupach


Zajęcia w podgrupach


Zajęcia w podgrupach

Zdjęcia: Jarosław Bielewicz